wtorek, 22 listopada 2011

Tutaj

Będzie bardzo emo i hip.
Choć już obiecałam, że nigdy więcej, znowu złapała mnie w swoje szpony otchłań cyfr bez znaczenia jarzących się na małym, białym prostokącie. Patrzę na wirtualne pieniądze, aby zarobić prawdziwe, wspinając się na wyżyny arytmetyki, o cyfrach śnię, myślę, marzę, śpiewam i piszę. Alors, on dance. Encore!

Któregoś wieczora jednak mówię "dość", i choć wiem, że kosztuje mnie to zbyt drogo (pieczenie mózgu wywołane nadświadomością zadań niedokończonych, głównie), wychodzę z tej oślepiającej powodzi jarzeniowego światła i chowam się w swojej jaskini, gdzie mała lampka, książki, kolczyki, mrucząca bestia i moje myśli. Niespecjalnie wesołe myśli, ale ubrane w słowa, a nie cyfry.

W geście rozpaczy sięgam do książek, ale nic nie nęci. Parę zaczętych, ale niewartych uwagi, na dodatek po angielsku, w którym to ględzenia mam już serdecznie dość. I tak oto przebijam się przez woluminy (bo miliardy regałów są na świecie, ale wszystkie za głębokie na książki w najpopularniejszym formacie, więc moje knigi stoją w dwóch rzędach) i znajduję słowa, które cieszą mnie, tak po prostu. Bo są spisane po prostu i mówią o wszystkim, co jest po prostu.


Wisława Szymborska - "Tutaj"

Nie wiem jak gdzie,
ale tutaj na Ziemi jest sporo wszystkiego.
Tutaj wytwarza się krzesła i smutki,
nożyczki, skrzypce, czułość, tranzystory,
zapory wodne, żarty, filiżanki.

Może gdzie indziej jest wszystkiego więcej,
tylko z pewnych powodów brak tam malowideł,
kineskopów, pierogów, chusteczek do łez.

Jest tutaj co niemiara miejsc z okolicami.
Niektóre możesz specjalnie polubić,
nazwać je po swojemu
i chronić od złego.

Może gdzie indziej są miejsca podobne,
jednak nikt nie uważa ich za piękne.

Może jak nigdzie, albo mało gdzie,
masz tu osobny tułów,
a z nim potrzebne przybory,
żeby do dzieci cudzych dodać własne.
Poza tym ręce, nogi i zdumioną głowę.

Niewiedza tutaj jest zapracowana,
ciągle coś liczy, porównuje, mierzy,
wyciąga z tego wnioski i pierwiastki.

Wiem, wiem, co myślisz.
Nic tutaj trwałego,
bo od zawsze na zawsze we władzy żywiołów.
Ale zauważ - żywioły męczą się łatwo
i muszą czasem długo odpoczywać
do następnego razu.

I wiem, co myślisz jeszcze.
Wojny, wojny, wojny.
Jednak i miedzy nimi zdarzają się przerwy.
Baczność - ludzie są źli.
Spocznij - ludzie są dobrzy.
Na baczność produkuje się pustkowia.
Na spocznij w pocie czoła buduje się domy
i prędko się w nich mieszka.

Życie na ziemi wypada dość tanio.
Za sny na przykład nie płacisz tu grosza.
Za złudzenia - dopiero kiedy utracone.
Za posiadanie ciała - tylko ciałem.

I jakby tego było jeszcze mało,
kręcisz się bez biletu w karuzeli planet,
a razem z nią, na gapę, w zamieci galaktyk,
przez czasy tak zawrotne,
że nic tutaj na Ziemi nawet drgnąć nie zdąży.

No bo przyjrzyj się dobrze:
stół stoi, gdzie stał,
na stole kartka, tak jak położona,
przez uchylone okno podmuch tylko powietrza,
a w ścianach żadnych przeraźliwych szczelin,
którymi by donikąd cię wywiało.



Co ciekawe, kiedy jestem zmęczona i przygnębiona, wtedy bardziej niż w chwilach uśmiechniętych, zwracam uwagę na rzeczy, które są po prostu, i wtedy powstają fotografie takie jak ta powyżej.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza