poniedziałek, 23 maja 2011

Le vent nous portera

Wyprowadzam się, wyprowadzam się na górę...


W Dublinie wieje... wieeeeje.... no, wiejeeee i rozwiewa mnie. Dzisiaj duje tak strasznie, że bałam się wyjść z domu. Wczoraj wieczorem wichura omal nie oberwała nam drzwi na balkon. Na naszym kanale fale jak na oceanie. Wentylacja na korytarzu gwiżdże smętne melodie. Wieje.



Codziennie paraduję przez Barrow St. w drodze do i z pracy. Bynajmniej nie chodzi o to, żeby napatrzeć się na Google i w nocy przyśnić i nienawidzić, ale po prostu tak jest najszybciej. Barrow Street, jak w zasadzie wszystkie ulice prostopadłe do rzeki, to istny komin (niech ktoś, kto się zna na geografii wytłumaczy wam, dlaczego, bo ja wiem, że dzwonią, ale nie wiem, w którym kościele). Wieje tam tak strasznie, że idąc pod wiatr się czasem przewracam. Dziś rano szłam na szczęście z wiatrem, oglądając smętne resztki parasolek. Minuta ciszy dla tych biedaczek, które oddały swoje metalowo-ortalionowe życie za twój suchy łeb.


RTE to tutejszy odpowiednik TVP. Często sprawdzam prognozę pogody na ich stronie, głównie dla rozrywki, bo prognoza zawsze mówi "trochę popada, trochę poświeci słońce". Czyli każdy jeden pieprzony dzień w tym mieście, tak z grubsza.







Kiedy dzień jest wietrzny, ubierz czapkę. Kiedy dzień jest deszczowy, weź parasol. Ale kiedy dzień jest wietrzny i deszczowy, po prostu zaciśnij zęby lub zostań w domu. Chyba, że chcesz się zamienić w Mary Poppins lub stracić rękę.




No ale, nie dramatyzujmy. Czasem wietrzyk jest normalny (w sensie, że nie wyrywa parasola razem z ręką) i tylko lekko figluje gdzie się da:



Nic dziwnego, że tutejsze modnisie noszą albo obcisłe mini, albo legginsy, albo sukienki maxi - ile może być tych Marylin Monroe?


Moje narzekania nie pomogły - ciągle wieje. Jak dobrze, że jestem już w domu i mogę się skulić w łóżku i przykryć kotem. Glany uchroniły mnie od pofrunięcia do Swords, softshell jako tako okrył, a włosy tylko zyskały. Kiedy patrzę na swoje zdjęcia z wywczasu, nadziwić się nie mogę, jakie w Wawie były smutne i oklapnięte. Dzięki dublińskiej piździawicy znów wróciły do życia. Czy ma to jakiś związek z ich rudością?

Nadal wieje. I rozwiewa. A ty coś jesz i jesteś taka niezmęczona kiczem.
Wieje.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza