sobota, 28 maja 2011

Coś się kończy, coś się zaczyna

Pora na emeryturę, moje kochane ;(

Byłyście ze mną w tylu miejscach.

w Killarney...



w Paryżu...



i oczywiście w Dublinie, Szczecinie, Warszawie...

Sprawiałyście, że czułam się jak ninja - lekka, szybka i bezszelestna. Mimo, że deklaruję wieczną pogardę dla wam podobnych, wy właśnie podbiłyście moje serce na zawsze.

Dziś jesteście już zmęczone, zakurzone, zniszczone, przemokłe po stokroć. Odtąd będziecie mi towarzyszyć tylko w takich plugawych czynnościach jak wypad do pobliskiego sklepu lub wyrzucanie śmieci.

Żegnajcie, moje ulubione ecco ballerinki :(



Wasze miejsce zajmie wasza trochę nowsza wersja. Te młode nie są takie ładne jak wy, ale co robić, wygoda przede wszystkim.



A propos nowszych modeli, to dziś zrobiłam wreszcie coś, do czego zabierałam się jak pies do jeża, mianowicie oddania na cele charytatywne moich starych, wielkich ciuchów. Żegnaj, rozmiarze 18!
I oczywiście, żeby uzupełnić braki, niemal natychmiast dokupiłam 3 pary spodni, 2 koszule i szal :D

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza