poniedziałek, 6 października 2008

Rilaks, tekerize

Jest czas na lans w internecie, jest czas na lans offline.

Ciężko mi było zmusić się do ruszenia dupska w weekend i zrobienia czegoć, co choć trochę przypomina aktywność fizyczną, ale udało nam się: w ten weekend kopsnęliśmy się ze znajomymi w północno-zachodnie rejony Irlandii, w okolice Sligo. A konkretniej: Bundoran, hrabstwo Donegal. No, to może tyle słów o sobie.

Odrobina Irlandii jak w mordę strzelił
Działo się... właściwie niewiele. W piątek późnym wieczorem zajechaliśmy na miejsce, całą sobotę padało i nie szło gdziekolwiek się ruszyć (odbyliśmy tylko króciutki spacerek po plaży i do sklepu), więc były karty, czytanie książek, picie itp. W niedzielę pogoda była ładna, więc korzystając z tego, że mieliśmy samochód do dyspozycji, i do tego kierowcę dobrze znającego okolicę w zestawie, zaliczyliśmy okoliczne plaże i jeden rezerwat koło Sligo. To tak w skrócie. Bo w sumie to nie jest takie ważne.

Najważniejsze jest to, że:
- mogłam pogwiazdorzyć po angielsku i nauczyć się paru nowych irlandzkich przekleństw
- miałam wymówkę, żeby porzucić dietę (bo nie było nic stosownego w sklepach) i zjeść pyszną pastę, którą ugotował jeden z uczestników wycieczki, Paolo
- byłam wieziona przez włoskiego kierowcę i ciągle żyję :D
- ustrzeliłam trochę ładnych fotek
- wyspałam się, zrelaksowałam, pośmiałam w dobrym towarzystwie i przez całe 2.5 dnia nie myślałam o Wielkiej Megawypaśnej Wersji dla Super Ważnego Klienta, do której patch czeka na mnie w Dublinie

Małpa w kremowym przesyła zatem trochę pozytywnej energii wszystkim Gosiomaniakom :)

Foto autorstwa mojej Przytulanki




Zaintrygowanym tytułem notki przypominam popularną piosenkę "Relaks, tekerize" ("Relax, take it easy"):


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza