piątek, 3 października 2008

Jak to mawiają: "lines were crossed"

Nawet dla takiej gwiazdy jak ja istnieją pewne granice lansu

Oczywiście mowa o lansie w pracy, która ostatnio jest istotą mojego życia. Nie, wcale nie jestem z tego dumna.

Miało być tak: Nowa, Hipermegawypaśna Wersja dla Bardzo Ważnego Klienta, release na koniec września, ja i jedna panna testujemy główny moduł, który jest istotą wersji.
Było tak: wszystko było na mojej głowie, każdy mnie popędzał jak jucznego osła, release był dzisiaj. O 22:00. Na szczęście każdy przykładał się do tej harówy tak samo.

Zła jestem trochę na siebie, że dałam się tak zniewolniczyć. Mój mózg nie nadaje się do niczego, jutro sobie drastycznie skrócę godziny pracy i będę się zdrowo opieprzać. Należy mi się.

Niemniej, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Noc, było nie było, to bardzo inspirująca pora doby. W drodze powrotnej cyknęłam sobie milusi autoportret.

Margot Pictures przedstawia:

Małpa w czerwonym by night


Powód do gwiazdorzenia nr 1: Lans na Mordoksiędze przyniósł jakieś efekty, kolega dziś się w pracy rozpływał, że ładne zdjęcia robię.
Powód do gwiazdorzenia nr 2: Skumajcie tę zabójczą kurteczkę i stylową czapeczkę :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza