niedziela, 13 lipca 2008

Cow walking

Czyli nordic walking po łąkach i polach.
Postanowiliśmy każdy weekend spędzać choć trochę aktywnie (nie bez znaczenia jest fakt, że nasz dostawca internetu jest do chipsów - bo chrzan dobry i szkoda psuć, a dupa ma ciekawsze zastosowania) i dziś znowu wyruszyliśmy na szlak z kijami do nordic walking. Pogoda była letnia jak diabli, słońce prażyło, chmur prawie wcale, temperatura - tak na oko - jak w Polsce w kwietniu. Nie wybrzydzajmy, lato pełną gębą!
Wybraliśmy się więc do Phoenix Park, gigantycznego zieleńca w środku Dublina, gdzie co krok gnieździ się jakiś klub sportowy założony jeszcze przez Brytoli w ubiegłym stuleciu (podczas ostatniego spaceru circa 4 tygodnie temu załapaliśmy się nawet na oglądanie meczu polo). Znajduje się też tam ogród zoologiczny, do którego przyklejona była dziś gigantyczna kolejka. I pomyśleć, że oni się z Polaków śmiali, że stoimy w kolejce do ambasady zagłosować...


Jako kobitka mierząca całe 160 cm wzrostu nie mogłam dobrze ująć tej kolejki-potwora, więc spieszę wyjaśnić, że te kolorowe plamki pod drzewami z tyłu to też ludzie w kolejce do zoo.

Spacerek udał się wyśmienicie. Wymachiwaliśmy kijami jak zawodowcy, poruszając się szybko i prężnie niczym niemieccy emeryci. W pewnym momencie zboczyliśmy ze ścieżki i natrafiliśmy na górkę z krzyżem. W myśl Algorytmu Przestrzennego Katolika:

IF (wielki krzyż stoi na szczycie góry) THEN (tam był kiedyś JP2)

A nam, zamiast religijnej zadumy, strzeliła głupawka: 




Z resztą nie tylko nam, bo dwóm pacholętom rasy rudo-piegowatej również przyszedł do głowy genialny pomysł na rozrywkę:

W końcu jednak wkroczyliśmy na łąki pełne pachnącej trawy wysokiej po kolana (na szczęście z całkiem szeroką ścieżką, więc można było dalej zasuwać z kijami), słoneczko prażyło, niebo było błękitne jak nigdy i wreszcie letnio mi się zrobiło na duszy.
Tak więc, z letnim pozdrowieniem, przesyłam trochę irlandzkiego słoneczka:

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza