niedziela, 27 stycznia 2008

"Mówi się, że pedały też."

...czyli mały skarpetkowy karnawał.

Undergroundowo obuta Margot zawsze hołdowała męskiemu typowi skarpetek: grubym, długim i w bardzo ciemnych kolorach. Powody były jednak czysto praktyczne: glany zawsze cholernie farbowały, zwłaszcza nowe, więc białe skarpetki po przechadzce wyglądały jak przysłowiowa ziemia święta. Na dodatek grubość i długość skutecznie chroniły przed obtarciami i uciskiem. Zawsze mnie totalnie frustrowało to, że takie skarpetki są do kupienia prawie wyłącznie w męskich rozmiarach (mimo tego, że jestem już prawie facetem, ciągle noszę rozmiar 37, a nie 42), zaś dla kobiet są tylko w jakichś infantylnych kolorkach, ozdabiane misiami lub serduszkami, zawsze króciutkie i przede wszystkim dużo droższe od takich "męskich".
No ale, moje obecne glany mają już 6 lat i zmiękły przez ten czas, toże ich właścicielka i jej skarpetkowe idee. W kraju deszczu, guinnessa, whiskey i deszczu panuje bowiem nieco inna rzeczywistość bieliźniana i mogę sobie tutaj kupić skarpetki odpowiedniej długości za przyzwoitą cenę, zaś kolorki nie przeszkadzają mi już tak bardzo.
Tak więc - zapraszam na moją małą skarpetkową rewię!











Kolekcja nocna:




Jak w każdym porządnym artykule o modzie, wypada podać sklepy.
Tak więc:
- skarpetki "Pippi Langstrump" zakupiłam w Netto w cenie ok. 3 PLN za parę
- skarpetki "Dublin Blues" pochodzą z ciuch-budy (cena trudna do ustalenia)
- reszta skarpetek została zakupiona w irlandzkiej sieci dyskontów odziezowych "Penney's" (zwanej przeze mnie pieszczotliwie penisem): kolekcja pastelowa w cenie 3 eu za 6 par, kolekcja nocna w cenie ok. 3 eu za parę, reszta za średnio 1.5 eu za parę.

Trzeba przyznać, że jak na bojownika ze stalinizmem mam niezłego stajla :D

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza