niedziela, 26 lutego 2012

Wyspy szczęśliwe

Monotematycznie, ale w końcu this is my party :)



Literacki trans trwa. Robię drugi poziom kursów pisarskich, czytam "Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika." S. Kinga i różne artykuły o pisarskich sztuczkach, staram się wtrybić w codzienne pisanie (Stefek K. każe 1000 słów dziennie, 6 dni w tygodniu - olaboga). I...


Jestem z tego tytułu niewypowiedzianie szczęśliwa!


Kiedy piszę, wszystko wydaje się być na swoim miejscu. Ja jestem na swoim miejscu. Moje uczucia i myśli mają ręce i nogi. Nic innego się nie liczy, tylko klawiatura, ekran i mój pomysł. Nie istnieje biuro, bałagan w domu, facebook, nic poza tematem, w który się wkręciłam.

Staram się być nowoczesna i przy tworzeniu korzystam z google docs - dzięki temu mam dostęp do tekstów w pracy, w domu i na smartfonie, a przetłumaczenie tekstu na angielski to jedno kliknięcie i odrobina manualnej korekty. Ostatnimi czasy przeczesałam swój zeszyt w świnki, gdzie od wielu miesięcy zapisuję pomysły na różne opowiadania. Wypisałam je wszystkie do pliku tekstowego i jeden przekułam już nawet w kawałek literatury!

Wielu z was pewnie myśli teraz, że to jedna z moich kolejnych faz. Otóż nie. Zawsze lubiłam pisać, już jako dzieciak. Świadomie zdusiłam w sobie te pragnienia jako nastolatka, argumentując, że za mało wiem o życiu, żeby napisać coś interesującego. Może miałam rację, a może tylko straciłam czas na odsuwaniu od siebie tego, co było dla mnie ważne, ale teraz, wiele lat, kilometrów wędrówki i niepowodzeń życiowych później, doświadczenie tworzenia jest pełniejsze i ciekawsze.

Odkąd prowadzę bloga, różni tacy zachęcali mnie do powrotu na sztuki słowa łono. Nie chciałam słuchać, uważałam, że o ile żongluję słowami całkiem zgrabnie, to w departamencie pomysłów mam niedobór siły roboczej (pisarz nie mający pomysłów na historię to dupa, a nie pisarz). Guzik prawda! Pomysły są wszędzie, trzeba tylko dać dojść wyobraźni do głosu. Wiadomości, sny, rozmowy ze znajomymi, podróże, pejzaż za oknem - wszystko może posłużyć za materiał. 

No cóż, moi drodzy wspieracze - macie za swoje. Teraz będziecie dostawać moje wypociny na maila. Żeby nie było, że nie ostrzegałam :)

Kursy trwają, ale mam świadomość, że za parę tygodni się skończą, a ja pozostanę jak ta sierotka. Dlatego mam teraz pytanie do czytelników - czy możecie polecić mi jakieś fajne forum literackie? Chciałabym pokazywać swoje teksty w gronie osób o podobnych dążeniach. Zależy mi na miejscu, gdzie jest spokojna, kulturalna i profesjonalna atmosfera, jest dużo użytkowników i moderacja jest litościwa. Oczywiście, że zapytałam wujka google, ale ilość wyników wyszukiwania mnie załamała, dlatego liczę na wsparcie internautów. Było nie było, przy zakupie smartfona podziałało ;)

Konkluzja z tego emocjonalnego pawia będzie banalna, ale zawsze aktualna - nie porzucajcie swoich marzeń. Substytut albo nie zadziała, albo przegra w starciu z oryginałem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz