niedziela, 19 czerwca 2011

Historie kuchenne

Zawiera elementy szwedzkie


Był sobie kiedyś taki film (a właściwie ciągle jest i będzie, chyba, że kiedyś wybuchnie jakaś bomba F, która unicestwi cały dotychczasowy dorobek kinematografii na Ziemi) pt. "Historie kuchenne". Obraz traktował o przyjaźni, jaka nawiązała się między pewnym norweskim wieśniakiem, a pewnym szwedzkim mieszczuchem, który przybył do domu rzeczonego wieśniaka celem obserwowania jego nawyków kuchennych. Eksperyment ten miał dokonać przełomu w dziedzinie ergonomii, a dokonał w psychologii, ale ja nie o tym.

Ostatnio sama zaczęłam studiować swoje zwyczaje kuchennie. Oszacowałam z grubsza ilość kurew padających z moich słodkich usteczek podczas gotowania, podzieliłam przez moją ogólną niechęć do kucharzenia jako takiego, pomnożyłam przez odsetek paskudnego żarcia dostępnego w tutejszych sklepach i barach, dodałam liczbę oparzeń i zacięć, jakich doznałam w wyniku prac w kuchni i wyszło co następuje: muszę coś zrobić z tą nieszczęsną oazą kobiecości. Fakt, że jest mała i właściwie nie jest kuchnią, a aneksem kuchennym, nie pomaga mi wcale, ale co to dla nas, harcerzy (którzy na dodatek mają Ikeę w mieście i łeb na karku).

W sobotę rano, pełna zapału i żądzy czystości, zabrałam się do roboty:

Zwróćcie uwagę na mój stylowy fartuszek - jest powlekany PCV, żebym przy zmywaniu naczyń nie zmieniała się w miss mokrego podkoszulka. Kupiony na amazonie, bo w Dublinie takich nie ma. Jak widać, nie ma rzeczy niemożliwych dla zdesperowanych gospodyń domowych z dostępem do netu ;)
Czekało mnie niełatwe zadanie - brudne naczynia i pudła na lunch z całego tygodnia, blachy do pieczenia, brudny i przypchany zlew, grill elektryczny, na którym smażyłam steki kilka dni wcześniej, a na to wszystko trochę mało przestrzeni operacyjnej.



Jako, żem geek i nudziara, od lat mam ten sam, schematyczny do bólu sposób na górę brudnych garów: zaczynam od opróżnienia zlewu i posegregowania wszystkiego - sztućce osobno, kubki osobno, talerze razem itp.


I tu zawieszka strategiczna. W styczniowym Psychologies wyczytałam, że aby odnieść sukces w życiu, muszę wywrócić swoje myślenie do góry nogami (nie, żeby moje myślenie miało jak dotąd ręce czy nogi, co najwyżej kółka, żeby szybciej spierdzielać), więc dokonałam pewnych zmian w strategii. Z reguły zaczynam od mycia naczyń i na tym z grubsza kończę, bo osączarka i okolice zlewu są zawalone, więc nie mam miejsca ani siły na dalsze działania. Tym razem zaczęłam od mycia zlewu i okolic, póki horyzont czysty. Potem, umyłam większe gabarytowo rzeczy, tj. blachy do pieczenia i grilla. Od razu zrobiło się przestronniej i mogłam już bez przeszkód umyć talerze, kubki i pudełka.

Po zmywaniu (wieloetapowym, bo osączarka mała, chyba pierwszy raz w życiu wycierałam talerze krótko po odłożeniu na osączarkę, żeby było miejsce na kolejną porcję towaru do osuszenia; był to długi i bolesny proces, przy którym walka ze smokiem to niedzielny spacerek) zabrałam się za reorganizację tego i owego. Grill powędrował do swojego pudełka, toster pofrunął pod sufit, a potem wzięłam się za szafki. Musiałam je opróżnić i nieco umyć, a potem wszystko ładnie poukładać (jak rodzice Amélie Poulain :D)

Szafka z herbatami/kawami/napojami instant i kubkami

Niedawno przebywał pod moim dachem pod naszą nieobecność pewien Anglik. Nawet on był pod wrażeniem naszej herbacianej kolekcji. To się nazywa uznanie na Śląsku.
Okazało się, że mamy sporo herbatek, których pudełka nie zostały nawet rozdziewiczone i nie zanosi się, żeby w najbliższym czasie się to zmieniło, więc te nietknięte opakowania pofrunęły pod sufit. Ich los spotkał też niektóre kubki i filiżanki, bo w końcu herbaciarni nie prowadzimy, żeby tyle tego mieć. Od razu zrobiło się więcej miejsca, np. na nowe kieliszki do wina, których musiem pociebować, bo mam tylko 2 i to na dodatek różne.

Potem przyszła kolej na szafkę z suchym żarciem i przyprawami:


Znowu było opróżnianie, mycie, selekcja i chowanie wszystkiego z powrotem. Przy okazji trochę przeorganizowałam przyprawy i lepiej wykorzystałam przestrzeń w okolicach kuchenki. Jak wiadomo, wynajmuję mieszkanie, więc nie mogę sobie samowolnie wbijać gwoździ ani wwiercać kołków, ale na szczęście mamy nad blatem kafelki, więc poratowałam się wynalazkami na przyssawki. Przyprawy w słoiczkach wylądowały na półce koło kuchenki (Przytulanka przetestował dziś rano podczas przygotowywania śniadania, super rzecz), a wszelkie łopatki i łychy - tuż nad kuchenką. Nie wiem jeszcze, jak ten system będzie działał na dłuższą metę, ale na razie jest git. 



A przy okazji robienia porządku w przyprawach (podzieliłam na: sosy/zupy/galaretki/budynie instant, przyprawy w torebkach dziewicze i przyprawy w torebkach napoczęte) znalazłam coś ciekawego :D


Oczywiście po uporaniu się z szafkami przyszedł czas na szorowanie blatów i kuchenki, nic skomplikowanego. Potem zrobienie porządku na regale na kółkach (wiedzieliście, że mam takie specjalne woreczki do przechowywania żywności w zamrażarce, 3 rodzaje folii spożywczej, 2 rodzaje woreczków śniadaniowych i zapas worków na śmieci tak wielki, że mogę posprzątać centrum Dublina po Św. Patryku? ja też nie wiedziałam :D) i... musiałam wybyć na celtyckie harce.

Dzisiaj dokonałam ostatniego pociągnięcia pędzla w moim pejzażu Kuchni Idealnej - wybrałam się do IKEA i zakupiłam parę pudeł, żeby to, co pofrunęło pod sufit, było ładnie zapakowane i opisane jak należy. Voila:


Te cholerstwa sprzedaje się rozłożone i musiałam takie wielkie płachty taszczyć przez pół centrum, ale warto było. Kot miał sporą uciechę i jestem teraz tak zorganizowana, że Ikea mogłaby mi dać jakiś medal

.
Bój był to straszny i na domiar złego w kuchni znowu jest lekki burdel, bo w międzyczasie ugotowałam obiad, ale teraz wystarczy pozmywać, żeby znowu żyć jak w skandynawskim śnie. Wciąż w bojowym nastroju, planuję w najbliższym czasie zabranie się ostro za moją szafę, a konkretnie za nieprawdopodobne ilości torebek. Mam też nowy system przechowywania biżu, ale o tym w następnym odcinku...

Jak myślicie, czy mam szansę na sesję zdjęciową w "M jak mieszkanie"? :D

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza